Co takiego jest w tym uczniu Pana Jezusa Chrystusa, który wpierw był jego największym przeciwnikiem i prześladowcą Jego wyznawców? W jaki sposób wdrażał w życie swoje to o czym tak wiele pisał? Zrezygnował ze swoich przywilejów bycia faryzeuszem, zostawiając to za sobą, a zdecydował się naśladować Chrystusa. Ale nie będąc Chrystusem przecież, w jaki sposób potrafił żyć tą miłością która np. wszystko znosi, jest cierpliwa i dobrotliwa i nie zazdrości oraz nie unosi się, jest cierpliwa, a także jest dobrotliwa, nie chełpił się więc mając tę miłość nie chlubił się niczym chyba, że z krzyża naszego Pana Jezusa, nie postępował nieprzystojnie, nie szukał swego, a nawet mając tę miłość rozlaną w sercu przez Ducha Świętego nie unosił się, więc i nie myślał nic złego, oraz nie radował się z niesprawiedliwości, ale się jedynie radował z prawdy; dlatego to wszystko co złe potrafił zakryć w tej miłości, każdemu ufać, w końcu wszystko przetrzymać i wszystkiego się spodziewać.

No przecież w końcu nie był Jezusem, jak sam pisał, nie był doskonały, ale dopiero do tego dążył, do tego celu. Tak wiem zakładał zbroję, i to całą zbroję, w jaki sposób? Ano umacniając się w Panu siłą Jego wielkiej potęgi. Dlatego mógł nosić nie fizycznie hełm, pancerz, tarczę i miecz, bo nie walczył z krwią i ciałem a jego oręż nie był cielesny, ale miał moc bojowania od Boga zdolną zburzyć wszelkie twierdze warowne. A więc Paweł był zdolny udaremniać ukryte knowania tzn. innymi słowy burzyć wrogie zamiary, czy też jak w innym miejscu pisał zło dobrem zwyciężać.

W jaki sposób mu się to wszystko udawało, skoro nie był Jezusem Chrystusem, jak sam pisał, żeby jego samego mieli dopiero naśladować jeśli on sam naśladuje Jezusa Chrystusa. Co takiego się wydarzyło na drodze do Damaszku, że aż kilka razy o tym wydarzeniu wspomniano w Nowym Testamencie, oprócz tego, że on sam też o tym wspomniał w jednym ze swoich listów? Nie był przecież ani z grona 12-nastu chodzących za Jezusem, ani nie był wśród pozostałych chodzących za Jezusem od chrztu, aż do dnia, w którym został Jezus zabrany od nich w górę, więc nie mógł być nawet wybrany za Judasza, nie było Pawła przecież tam wśród nich. Nie było Pawła nawet w wieczerniku w dniu zesłania Ducha Świętego, pojawił się dopiero we wrogich uczniom Jezusa okolicznościach, zgadzając się na ukamieniowanie jednego z nich, potem mając upoważnienie wtrącić więcej z Jego uczniów jadąc tam, oczywiście zanim dojechał spadł z konia.

Ale nie mógł to być jedynie wynik fizycznego urazu na ciele, choć jak wiemy później potrzebował uzdrowienia, aby odzyskać wzrok po spotkaniu z samym Panem Jezusem Chrystusem, jak sam twierdził, ale że stał się aż takim radykałem dla Jezusa, że wszystko poświęcił dla Niego, wszystko co było mu zyskiem uznał za dosłownie jak pisał ekskrementy i śmieci, czyli coś cuchnącego do czego nikt z nas nie chce wracać. Mieć władzę, przywileje, pieniądze może a jednak zostawić to tak jakby się brzydzić tym, ale zaraz zwrócił swój wzrok na Jezusa, jak sam pisał o tym co w górze myślał nie o tym co na ziemi.

To właśnie musiało dać mu tę niesamowita siłę przetrwać nawet przeciwności ze względu na Jezusa które znosił dla Niego później, i pokonać wysłannika szatana, o którym Paweł pisał, a który jak cierń w ciele nieustannie go policzkował, poradził sobie z tym aż do kajdan jakie nosił nawet te fizyczne z powodu Ewangelii, którą głosił. Zniósł wszelkie ograniczenia i przeciwności dla Jezusa, aż w końcu dobiegł do celu do nagrody w górze, bo tak biegł naprzód po tę nagrodę w niebie, dokąd wezwał go sam Bóg w Chrystusie Jezusie.

Ale, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie postawione przeze mnie na początku, co takiego było w tym uczniu Pana Jezusa Chrystusa, myślę, że warto przypomnieć sobie dokładnie nie jedynie samo spotkanie na drodze do Damaszku, bo tam oślepł owszem usłyszał głos Pana, lecz jednak napominający Go dopiero, czyli wzywający do pokuty. Ale warto spojrzeć na scenę nieco późniejszą, kiedy niepozorny zwykły uczeń Jezusa przychodzi do niego i kładzie na niego swoje ręce. Czemu to nie był Piotr albo inny z dwunastu? Zostawmy te niewiedzę, ale skupmy się na tym co zapisał Łukasz w Dziejach Apostolskich.

Wiemy, że Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, włożył na Saula ręce i oznajmił: Saulu! Bracie! Przysyła mnie Pan, Jezus, Ten, który ci się ukazał w czasie drogi. Przychodzę, abyś odzyskał wzrok i został napełniony Duchem Świętym. Ale czy Ducha Świętego nie otrzymali inni wcześniej? Do końca nie wiem czemu Bóg sobie upatrzył Saula (Pawła), bo niekoniecznie chyba z powodu jego odwagi, że nie bał się iść mimo prześladowań a w dniu nawrócenia Pawła Kościół był zbyt zalękniony, bo się wręcz zaczęli rozpraszać. Może dlatego, że była to już era Ducha Świętego, który jak wiatr wiał, kiedy i gdzie chciał. Bo jak wiemy, różne są formy działania Ducha Świętego, lecz ten sam Bóg, który sprawia wszystko we wszystkich. W każdym zaś, dla wspólnej korzyści, w jakiś sposób przejawia się Duch. To nie Paweł był jakiś wyjątkowy, ale to suwerenność Ducha Świętego była unikatowa.